Głośno myślę
Gdy szukasz wolności, a hamuje Cię chciwość
Myślę, że nie jestem osamotniony w tym problemie i każdy freelancer prędzej czy później dochodzi do tego momentu.
Chodzi o sytuację, w której Twoje efekty pracy napędzają zainteresowanie ze strony kolejnych firm, które chcą z Tobą współpracować.
Coraz większe organizacje, coraz większe budżety…
Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda dobrze.
Aż nagle… uświadamiasz sobie, że zaczynasz wpadać w pułapkę.
W moim przypadku, jednym z najsilniejszych „driverów” wyboru przejścia w pełno „na swoje”, było odzyskanie pewnej formy wolności i swobody w konstruowaniu swojego podejścia do pracy.
Brak sztywnych godzin.
Unikanie pracy z toksycznymi ludźmi.
Większa sprawczość.
Pędząc w rozwoju i pozyskiwaniu nowych Klientów, czasami nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo pewne zlecenia są w stanie być niedopasowane do naszej pierwotnej wizji.
Z nowego projektu „wpada” fajny przelew, ale… znika swoboda.
Praca wolnego strzelca coraz mocniej zaczyna przypominać pracę etatową, a przecież nie o to chodziło, prawda?
Tylko po drugiej stronie jest chciwość. Chęć zrobienia kolejnego kroku finansowego. Chęć zabezpieczenia pewnych nowych, minimalnych poziomów przychodów.
W takich sytuacjach nie ma prostego rozwiązania.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
Natomiast na ten moment widzę to tak, że warto dać sobie czas, by sprawdzić, czy ten kamień w bucie ułoży się w mniej dokuczliwy sposób, czy może zacznie tworzyć ranę, która utrudni dalszą trasę.
Gdy wymyślę lepsze rozwiązanie, dam Wam znać.
Kamil Glapiński